A mogłem oglądać mecz…

Nie będę się rozpisywał, bo nie ma o czym rozmawiać. Debata przypominała do złudzenia teleturniej „jeden z dziesięciu”, ale poziomem merytorycznym była dużo niżej niż program prowadzony przez Pana Sznuka. Jedenasty, teoretycznie najważniejszy zawodnik, nawet nie przyszedł.

Nie dowiedziałem się wiele. Tak jak uwielbiam oglądać amerykańskie debaty, w których kandydaci są doskonale przygotowani zarówno merytorycznie, jak i warsztatowo, tak polskie debaty… dobrze, że od czasu do czasu w ogóle jakieś są. Przez moment chciałem nawet notować, bo może przyjdzie do głowy pomysł na jakiś komentarz czy podsumowanie. Pomysł porzuciłem. Nie warto.


Czego się dowiedziałem?
100 tys. podpisów to zdecydowanie za mało żeby ubiegać się o stanowisko Prezydenta tak dużego kraju. Jestem tolerancyjny, ale niektórzy kandydaci reprezentują tak skrajne poglądy, że brakuje mi doświadczenia w słowie pisanym żeby to skomentować. Ja wiem, że demokracja, swoboda wypowiedzi itp. ale idąc tym tokiem myślenia – 100 tys. Polaków wierzących w UFO sterujące Putinem (oczywiście UFO sterowane przez żydomasonerię), może mieć wkrótce swojego kandydata, jeśli się dobrze zorganizuje.

Część kandydatów nie umie wygłosić swoich poglądów bez kartki. Jeśli nie umiemy mówić i musimy cokolwiek czytać, to nie wchodzimy do żadnego studia. Żadnego. Na ich miejscu bałbym się wejść do programu kulinarnego. Nic nie obniża bardziej wiarygodności jak czytanie tekstu przygotowanego przez sztab wyborczy.

Brak najważniejszego kandydata (bo ubiegającego się o re-elekcję) obraża mnie jako wyborcę. Moim zdaniem był to jego obowiązek wobec obywateli. Kandydaci mają debatować, spierać się światopoglądowo, punktować słabe punkty kontrkandydata. I to bezpośrednio, a nie przez spoty hejtujące kontrkandydata. Gigantyczny minus dla obecnego Prezydenta za to, że nie podniósł nawet rękawic.

Obietnicom nie ma końca. Od likwidacji ZUS, przez podniesienie kwoty wolnej od podatku, po napisanie prawa od nowa. „Nowi” mogą jeszcze wyskakiwać z ustawami z kapelusza, ale partie, które przez lata były u władzy… sorry, chwalcie się dokonaniami a nie nowymi obietnicami.

Debata nie ma sensu, jeśli każdy wygłasza tylko mini-orędzie. Najbardziej wyuczeni i doświadczeni kandydaci mieli pięknie przygotowane wypowiedzi, kompletnie odbiegające od zadanego pytania, ale spełniające oczekiwania ich potencjalnych wyborców. I tak w pytaniach o gospodarkę usłyszałem teorie o służbie zdrowia, a w pytaniach o bezpieczeństwie, posłuchałem o kulturze. Takie orędzie to ja również umiem wygłosić. Szkoda mi prowadzącego redaktora, który nie mógł przerwać tego bełkotu i wtrącić się konkretnym pytaniem.

Jakieś plusy?
Z lepszych wiadomości: coś się w Polsce zmienia i mamy dość politycznego betonu. Podtrzymuję opinię, że Paweł Kukiz będzie miał mocne trzecie miejsce jako wyraz niezadowolenia społecznego z obecnego układu politycznego. Nie uważam, że byłby dobrym prezydentem, ale doskonale rozumiem poparcie, jakim się cieszy. Jest najbliżej wyborcy, ma najrozsądniejsze hasła, jest „pierwszym wyborem” niezadowolonych z POPiS-u, ale obawiających się skrajnych opcji. Cieszę się, że coś się zmienia i szczerze mu kibicuję w wymiarze symbolicznym – poziom naszej polityki spada od lat, co wywołuje spadek zainteresowania polityką… i tak koło się kręci, ale w złą stronę.

Czy chcę za dużo?
Jestem bardzo tolerancyjnym facetem, który prowadzi dwie firmy, ma jakieś tam wykształcenie, mieszkał w mniejszym i większym mieście, regularnie głosuje itp. Chciałbym po prostu żeby kandydaci przestali mnie obrażać swoją ignorancją, brakiem przygotowania, unikaniem trudnych pytań (lub w ogóle pytań), debat itp. Czy to tak wiele?

Poza tym chciałbym oczywiście lepszą służbę zdrowia, niższy ZUS, wyższą kwotę wolną od podatku itp., ale nie o tym tekst. Na początek chciałbym żeby na kolejnej debacie było mniej kandydatów, żeby rozmawiali, a nie czytali z kartek, żebym faktycznie poszedł do wyborczej urny i miał między kim wybierać. Wybór „mniejszego zła” nie jest nigdy dobrą opcją.

I najlepiej niech następna debata będzie po angielsku. Zobaczymy kto wtedy odważy się przyjść.

Tomasz Jaroszek, autor bloga Doradca.tv
Obserwuj na Twitterze
Bądź na bieżąco z tekstami na Doradca.tv
Trwa ładowanie komentarzy...