Rok 2014: ropa w dół, dolar w górę, a emerytur i tak nie będzie

To nie jest kolejny tekst o Pendolino, bieganiu, pracy w Amazonie, Facebooku i innych bzdetach. Na końcu nie zaśpiewa też Lisowska o niższych cenach. W 2014 roku wydarzyło się dużo bardzo ważnych rzeczy i lepiej chociaż z tych kilku wyciągnąć wnioski na przyszłość. Zapraszam na mój subiektywny przegląd wydarzeń ze świata finansów.

Wiem, że informacje ze świata ekonomii nie sprzedają się tak dobrze jak pies przebrany za pająka, ale wybrałem kilka wydarzeń ostatniego roku, które mają gigantyczny wpływ na nasze życie i będziemy te skutki odczuwać nawet latami.



Ropa w dół
Cena za baryłkę ropy spadła na światowych rynkach o 40 proc. w 2014 roku. Oczywiście dla nas oznacza to spadek cen paliw i z tego się cieszymy. Nie dajcie się tylko nabrać, kiedy usłyszycie od jakiegoś polityka, że jest w tym jakakolwiek ich zasługa. Połowa ceny paliwa w Polsce to podatki, więc tak naprawdę i tak w wielu krajach spadek cen ropy jest dużo bardziej odczuwalny niż u nas.

Żeby ropa spadła tak nisko, musiało się sporo wydarzyć. Ekonomia ma to do siebie, że wszystko się łączy i jedno zjawisko wynika z drugiego. Chińska gospodarka spowolniła (mniejsze zużycie ropy), a rewolucja łupkowa w USA dała do myślenia konsumentom, ale i przestraszyła kraje, które dzisiaj zarabiają na ropie miliardy. Arabia Saudyjska jest skłonna nawet latami utrzymywać niski poziom cen ropy tylko po to, aby wydobycie gazu łupkowego przestało być opłacalne. Jesteśmy świadkami wielkiej walki geopolitycznej, w której stawką są bajońskie sumy, a my jedynie śledzimy wykresy i ceny na stacjach benzynowych.

Jeśli chcecie poczytać o zagrożeniach, jakie niesie ze sobą taki spadek cen to ciekawie napisali o tym w Deutche Welle.

Dolar drukowany działa
Od kilku lat trwa wielka dyskusja ekonomistów czy pompowanie gotówki na rynki finansowe (tzw. poluzowanie ilościowe) da efekty i gospodarka USA odżyje. Większość komentatorów twierdziła, że doprowadzi to do wybuchu kolejnego kryzysu, bo będziemy mieć hossę pustego pieniądza, nie przełoży się to na zatrudnienie w realnej gospodarce, a spowoduje jedynie kolejną bańkę. Wiele wskazuje na to, że Amerykanie mieli jednak rację (w krótkim terminie na pewno).

Zarzekaliśmy się, a dzisiaj kiedy poluzowanie ilościowe dobiegło końca, gospodarka USA radzi sobie doskonale. Na giełdzie mamy historyczne szczyty, chociaż większość doświadczonych inwestorów patrzy na to z duszą na ramieniu. Wydaje się, że zadziałało, jednak nie wolno zapominać o rewolucji łupkowej, która obniżyła ceny energii i była bardzo ważna w odbudowie gospodarki amerykańskiej. To nie tylko pusta gotówka, to amerykańska filozofia, której w Europie do końca nie rozumiemy. Śladem Amerykanów idzie teraz Japonia, a możliwe, że już wkrótce podobne operacje finansowe będziemy musieli zobaczyć również w strefie euro.

W Europie nic nie działa
Pamiętacie jeszcze zawirowania wokół Grecji? Tego małego państewka, które miało upaść, a dostało miliardy euro pomocy finansowej? Grecja nadal istnieje i obiecała w zamian za pomoc długą listę reform. Problemy jednak nie zniknęły w kilka miesięcy, państwo nadal nie radzi sobie jak powinno. Zadyszki dostały duże gospodarki, a wszyscy patrzą pełni obaw na Niemcy, bo to bez wątpienia motor napędowy całej Europy. W strefie euro nie zdecydowano się na skup obligacji ani inne formy pompowania gotówki w rynki. Jest za to szereg prób większej spójności systemów finansowych, monetarnych, bankowych.

Donalda Tuska czeka jeszcze wiele wyzwań, bo niektóre kraje w Europie borykają się z dużym bezrobociem i może to wywołać poważne konsekwencje (Hiszpania to tykająca bomba europejskiego rynku), natomiast nawet takie kraje jak Belgia zaczynają mieć swoje wewnętrzne problemy (gigantyczna fala protestów po podniesieniu wieku emerytalnego).
Problemy Europy nie zginęły, ale niskie ceny ropy dadzą nam również trochę odetchnąć. Obawiam się jednak, że powolne tempo działań unijnych urzędników, nawet jeśli miałoby okazać się skuteczne systemowo, to nie będzie i tak wystarczająco szybkie przy rynkach finansowych, które rozłożyły na łopatki niejedną gospodarkę w kilka tygodni.

Katastrofa Rosji
Obserwuję gospodarkę rosyjską z wielką ciekawością i nie mogę uwierzyć, że można swoim uporem doprowadzić do takiej sytuacji, którą obecnie mają Rosjanie. Jak zawsze cierpią obywatele, a decyduje mała grupka panów w garniturach na Kremlu. Inflacja na poziomie 10 proc., załamanie waluty, sankcje od wielu krajów. Rosja musiała podnieść stopy procentowe do ponad 17 proc., wydała ok. 70 miliardów na interwencje na rynku walutowym – istne szaleństwo dla kraju nawet tak nieobliczalnego.

Rosja jest krajem, którego połowa budżetu to sprzedaż surowców. Działania Arabii Saudyjskiej i krajów, którym nie przeszkadza niska cena ropy nawet przez kilka kolejnych lat, to kolejny cios w gospodarkę rosyjską. Będzie naprawdę trudno im się z tego podnieść.

Z punktu widzenia liczb i wykresów… albo Rosjanie mają jakiegoś asa w rękawie albo władze są w stanie zdemolować doszczętnie własną gospodarkę wraz z obywatelami za cenę silnej pozycji na świecie. Staram się o tym nie myśleć, ale zawsze ratunkiem dla ich problemów były konflikty zbrojne, nawet te najmniejsze. Strach na rynku jest, bo gotówka nadal szuka bezpiecznych miejsc takich jak Szwajcaria, która musiała wprowadzić ujemne stopy procentowe.

Emerytur nie będzie
Ostatnie wydarzenie to już nasz polski rynek. Uważam je jednak za przełomowe, bo dzisiaj można już śmiało i wprost mówić, że emerytur mieć nie będziemy. Pieniądze, które chociaż fizycznie istniały, zamieniliśmy na obietnice w ZUS-ie, czyli wirtualny zapis naszych przyszłych emerytur. O własne emerytury musimy zatroszczyć się sami, a przeciwko nam jest również demografia. Nawet jeśli ktoś wpadnie na nowy pomysł, to i tak nikt w niego nie uwierzy.

Wcielenie pieniędzy z OFE do ZUS uważam za wielką porażkę pod wieloma względami. Oszukano przyszłych emerytów, bo raz umowę z nimi podpisano. Oszukano najbardziej pokolenie moich rodziców, które wybierało pomiędzy emeryturą pod palmami, a przestarzałym ZUS-em wtedy, kiedy opłacało się to wszystkim. Późniejsza zmiana odbyło się bardzo gładko, bo tym razem to OFE dostało zakaz reklam, a to ZUS był tym dobrym.

Po prostu musimy nauczyć się jak oszczędzać pieniądze i pomyśleć wcześniej o emeryturze. Nikt za nas tego nie zrobi.

Prognozy na najbliższy rok to wróżenie ze szklanej kuli. Już Kodak nie wierzył w lustrzanki i… wszyscy wiemy jak skończył. Trzeba reagować na zmiany. Życzę wszystkim udanego 2015 roku i pamiętajcie żeby inwestować w siebie i swoją wiedzę. Im lepiej zrozumiemy zmieniający się świat finansów i ekonomię, tym lepiej będziemy mogli zastosować to we własnym życiu. Powodzenia!


Tomasz Jaroszek, autor bloga Doradca.tv
Obserwuj na Twitterze
Bądź na bieżąco z tekstami na Doradca.tv
Trwa ładowanie komentarzy...