10 smutnych wniosków po wyborach

No i po wyborach. Teraz zacznie się dyskusja o zaskoczeniu i wygranej PiS w wojnie z PO i innych cudach kampanii. Ja się z tego wypisuję i na wybory patrzę w tym roku pod innym kątem. Co pokazał przebieg kampanii, a co wyniki? Chociaż uśmiałem się z niektórych spotów kampanii, to jednak jak w Dniu Świra, był to śmiech przez łzy.

Zacząłem pisać ten tekst przed ciszą wyborczą, ale pomyślałem, że lepiej poczekać na wyniki i podejść do tego na spokojnie. Tak jak w inwestowaniu, możemy patrzeć w krótkim terminie i denerwować się skokiem ceny akcji o kilka groszy albo popatrzeć na wykres wieloletni i zarobić naprawdę dużo pieniędzy. Chciałbym tak popatrzeć na Nas przed, po i na wyborcach, żeby za kilka lat było już tylko lepiej.

1. Nadal nie wiemy o co chodzi w wyborach samorządowych
Tutaj duża wina jest po stronie mediów, bo od lat trwa w Polsce WOJNA pomiędzy PiS a PO. Nie wybory, tylko wojna. I w takiej konwencji cały czas mówimy. W wyborach samorządowych chodzi o region i lokalnych działaczy. Wyborca powinien kierować się swoim zdaniem w ujęciu lokalnym, a nie tylko zgodnie z zasadą – nie lubię PO, więc zagłosuję na PiS. Często bardzo wielu dobrych aktywistów nie należy i do żadnej partii i nie chce się z nimi identyfikować.

2. 11 listopada to polityczna mina
W tym roku niewielu polityków chciało w ogóle pokazywać się przy marszach na Święto Niepodległości. Pomimo zacnych idei, nikt nie będzie głośniejszy od setek debili z racami i fajerwerkami, rzucającymi kamieniami w policję. To oni z roku na rok, coraz bardziej przejmują stolicę na ten jeden dzień. Przy takiej formie obchodów 11 listopada, można jedynie dostać w zęby, ale nikomu słupki poparcia po marszu nie podskoczą. Swoje zdanie na ten temat podtrzymuję – kiedyś ktoś w trakcie tych zamieszek zginie. Dopiero wtedy się opamiętamy albo przerodzi się to w prawdziwą wojnę pomiędzy bandytami a policją.

3. Internet to jeszcze nie głosy
Wynik KNP pokazał, że siła polegająca na wstukiwaniu tysięcy komentarzy w Internecie, niekoniecznie przekłada się na realny wynik wyborczy. Żeby oddać głos, trzeba wstać od biurka i wrzucić głos do urny. Nie zadziałał, mówiąc językiem marketingu internetowego, „call to action”. Powiedziałbym, że wielu wolało spędzić niedzielę przy Call of Duty, niż iść na wybory. Sukces poprzednich wyborów rozleniwił wyborców partii. Janusz Korwin-Mikke bardzo szczerze powiedział po wyborach, że na wyniku po prostu się zawiódł.

4. Mamy krótką pamięć
Już samo wyciąganie nowych afer, pomimo bardzo wielu nierozliczonych poprzednich, świadczy o tym, że polski wyborca konsumuje na bieżąco. Jeśli nie dostanie nowej afery, to o starej może już nie pamiętać. Nie mówię oczywiście o twardym elektoracie, on nie zapomina niczego i nie widzi niczego innego poza swoją ukochaną partią. Najlepszym przykładem są jednak kampanie lokalne, w których politycy potrafią obiecywać dokładnie to samo, co w poprzednich wyborach, bo nie zrobili z tego nic w czasie jednej kadencji. Inne przypadki, które znalazłem to chwalenie się zupełnie innymi rzeczami niż obietnice, od których wręcz kandydaci uciekali i się ich wypierali przez całą kadencję.

5. Kampania wytykania afer
Nie wiemy co to kampania pozytywna. Podczas kampanii słyszałem głównie o tym, co polityk z przeciwnej frakcji zrobił źle lub czego nie zrobił, a przecież obiecał. Wisienką na torcie były 2 serwisy internetowe PO i PiS, wytykające przeciwnej partii afery. Ktoś poświęcił czas i pieniądze na to aby zrobić wyszukiwarkę afer u konkurencji! To jedynie zniechęca mnie jako wyborcę do wyjścia z domu w jesienną niedzielę. Tym sposobem zawsze będziemy głosowali na mniejsze zło, a to nas nie posuwa do przodu ani o centymetr. Nie chcę za każdym razem stawać przy urnie i szukać nazwiska, które ma na swoim koncie najmniej wpadek i afer.

6. Tolerujemy pijaka, ale już nie złodzieja
Nikogo nie rusza fakt, że polityk był pijany. Serio, robienie z tego skandalu w naszym kraju nie działa. Aleksander Kwaśniewski cierpiał na chorobę tropikalną kilka razy i doprowadzał do kompromitujących sytuacji, a nadal ma najwyższe słupki popularności. Alkohol u posła nas nie rusza, ale jeśli leci/jedzie na prywatną imprezę za państwowe pieniądze… to już inny gabaryt afery. Czy to miało jakiś wpływ na wynik wyborów? Nikt nie wie, ale można o tym pogadać żeby zapchać ramówkę.

7. Nie tylko Hofman umie latać samochodem
Przypadek posłów z PiS spowodował zainteresowanie rozliczaniem posłów z podróży i diet. Okazuje się, że nie tylko tych trzech panów wydawało państwową kasę i bardzo dużo polityków dorabia w ten sposób do poselskiej diety. To może zniechęcić Polaków do całej klasy (to nie jest dobre słowo, ale nie mam pod ręką innego) politycznej, a nie poszczególnych partii. To nie USA, że trzeba najpierw mieć kasę żeby iść do polityki. U nas nadal działa to odwrotnie.

8. Najlepsze afery są przed wyborami
Nie wierzę w przypadki na tydzień przed wyborami i nie mówcie, że wszyscy uważają listopad za najlepszy miesiąc na wygrzebywanie afer. Podczas kampanii widziałem kompromitację młodego kandydata z PiS, stojącego przed bramą UW i obrażającego wszystkich i wszystko. Znalazły się (po roku!) taśmy jak policja okłada pałkami posła Wiplera. Ktoś nakręcił posła Hofmana w Hiszpanii i akurat teraz nagranie wpadło w ręce mediów. Jeden z tygodników nagle przypomniał sobie o aferze z kradzionymi w Warszawie kamienicami, plus jeszcze kilka mniejszych cudów. Teraz można śmiało powiedzieć, że kilka tygodni mamy spokoju, bo muszą się „znaleźć” taśmy i inne cuda przed kolejną kampanią.

9. PSL nigdy nie zniknie. Nigdy.
Uwielbiam kiedy ktoś mówi, że tym razem PSL nie dopcha się na stołki. Wyciągam wtedy rękę i proponuję zakład. Jeszcze nie przegrałem. W tym roku aż żałuję, że nikogo nie udało mi się na to znowu nabrać. Partia będąca wiecznym koalicjantem ma się doskonale i zyskała jako alternatywa dla wojujących ze sobą głównych partii. Można powiedzieć, że milczeniem zdobyła sporo punktów. W ferworze wytykania sobie afer w PO i PiS, wszyscy zapomnieli o aferach PSL. Coś w tym jest, że niejednokrotnie im subtelniejsza kampania, tym lepszy wynik. No i ktoś musi bronić wszystkich ubezpieczonych w KRUS, żeby zazdrosny ZUS nie chciał siegnąć i do ich kieszeni.

10. Co drugi Polak ma w dupie wybory i ten tekst
Frekwencja na poziomie poniżej 50 proc. oznacza, że i tak połowa elektoratu nie wyszła z domu i nie zainteresowała się wyborami. Wielu i tak poszło zagłosować na kogoś z rodziny lub przyjaciół i w przeciwnym razie dołączyliby do grona obojętnych. Negatywne kampanie i medialny obraz wojny pomiędzy dużymi partiami doprowadzą do tego, że frekwencja będzie spadać.

Część zagłosowała nogami i już ich w kraju nie ma. Część uważa, że wybory niczego nie zmieniają. Ten tekst również nic nie zmieni, o ile po jego przeczytaniu, pokiwamy jedynie głową i podczas kolejnych wyborów będziemy robić dokładnie to samo.

Cała sztuka w osiąganie lepszych efektów polega na zaprzestaniu powtarzania tych samych błędów.

Tomasz Jaroszek, autor bloga Doradca.tv
Obserwuj na Twitterze
Bądź na bieżąco z tekstami na Doradca.tv
Trwa ładowanie komentarzy...