Jak skutecznie zniechęcić wyborcę

To będą pierwsze wybory, kiedy nie mogę zagłosować. W niedzielę będę całkowicie odcięty od świata, poza Polską. Myślałem, że będę miał wyrzuty sumienia, bo wybory uważam za obowiązek. Za tę możliwość Polacy oddawali życie – za naszą piękną demokrację. Jednak po tej kampanii czuję się jako wyborca obrażony i kompletnie obojętny. To będzie rekordowo niska frekwencja.

Parlament Europejski – miejsce, gdzie powinniśmy wysyłać zdolnych, ambitnych, wykształconych, mówiących wieloma językami, którzy będą nas reprezentować w Europie. To poniekąd kwestia stylu prowadzenia debaty i polityki niż samej linii politycznej. Powinni być tam ludzie, którzy pilnują interesów Polski, bo mają możliwość np. blokowania wielu europejskich decyzji, chociażby dyrektyw związanych z polityką energetyczną. Tam nikt nie tworzy prawa, nie tworzy nowych ustaw. Nie o to w tych wyborach chodzi i nawet nie do końca chodzi o nasze poletko poglądów małych partii. I tak jak głosujecie na kogoś np. z PSL, to ten ktoś idzie później do frakcji w Parlamencie Europejskiej.


Ciemny lud to kupi
Nie przeszkadza to jednak nikomu w składaniu obietnic bez pokrycia. Mówi się to, co wyborca chce usłyszeć, nawet jeśli absolutna bzdura, bo w Parlamencie Europejskim nie można tego zrobić. Hit sezonu to polityka energetyczna, czyli ta, w której nikt nic nie zrobił od lat, ale hasła o niezależności brzmią doskonale. Bardziej konserwatywne partie proponują wyrzucenie „zboczeńców” z Europy, obronę dyskryminowanych katolików i rozwiązanie kwestii aborcji. Z drugiej strony jest opodatkowanie biskupów i dążenie do zwiększenia integracji Unii za wszelką cenę. Największe partie są najspokojniejsze i najbardziej umiarkowane w obietnicach, bo tak naprawdę 25 maja to tylko sprawdzian przed prawdziwą rozgrywką – podziałem parlamentarnego tortu pomiędzy dwoma największymi ugrupowaniami. I tak na koniec symboliczne postulaty Nowej Prawicy, która idzie do wyborów z hasłem rozmontowania całej unii, zwanej potocznie burdelem.

Kampania dla żartu
Poza kilkoma przyzwoitymi spotami, mogliśmy zobaczyć istny kabaret z użyciem technologii z lat 90. Były tańce w kuchni, minister w krzakach, niema jazda autem, dziewczyna playboya… ja bym się takich ludzi wstydził przedstawić rodzinie i bliskim, nie mówiąc o międzynarodowej polityce. Intelektualnie czuję się obrażony, a spoty zachowuję dla potomnych i na ewentualne szkolenia lub wystąpienia – po jednym miesiącu uzbierał się cały folder z serii „czego nie wolno robić”.

Znam kilku europosłów z dużym dorobkiem zawodowym – takich, którzy faktycznie coś dla Polski chcą zrobić i godnie ją reprezentują. Ich kampanie były ciche i wręcz niezauważone, bo do mediów przebijały się głównie te najgłupsze pomysły, które wywoływały uśmiech zamiast refleksji. Kampania pokazała jak bardzo nisko oceniają swoich wyborców politycy.

Korwin-Mikke to symbol niezadowolenia społeczeństwa
Nie jestem wielkim zwolennikiem Nowej Prawicy, ale ich wbijanie przysłowiowego kija w mrowisko chociażby w kwestii udziału państwa w gospodarce to bardzo miła odmiana. Pomijając ekstremalne poglądy jak np. te o kobietach, wiele dyskusji jest o gospodarce, czego w polskiej polityce brakuje. I za to plus, coś się ruszyło. Niemniej jednak wzrost poparcia dla partii mówiących o całkowitym rozmontowaniu Unii Europejskiej doskonale pokazuje nastroje społeczne. Z Unii Europejskiej jest zadowolonych sporo ludzi, ale na pewno cała Polska nie odczuwa kosmicznego wzrostu gospodarczego dzięki unijnej fladze zawieszonej na ratuszu miejskim. I nawet spot za 100 milionów zł nie pomoże.

O szczęściu decyduje ekonomia, a ta realnie jest dużo bardziej bolesna od statystyk. Polepszyło nam się życie, ale nie wszystkim. Rosną zarobki, ale średnia krajowa to wskaźnik abstrakcyjny. Możliwości jest dużo, ale rynek pracy najtrudniejszy od lat. Migracja wielu Polaków na wyspy jeszcze kilka lat temu uratowała poniekąd oba te kraje w trakcie kryzysu, ale dzisiaj to po prostu stawianie prostego wyboru młodym ludziom: chcesz mieć przyzwoite życie tu i teraz za zachodzie czy chcesz walczyć o byt przez kilka lat zanim dotrzesz do tego poziomu, który tam masz na starcie.

Unia dała wiele dobrego, ale dla niektórych jest źródłem głównie frustracji. Polska to kraj pełen skrajności i rozwarstwienie społeczne będzie jednym z naszych największych problemów. Nie dziwię się ludziom, którzy żyją za 1000 zł i są wściekli widząc europosłów zarabiających tygodniowo ich roczną pensję. I nie dziwię się przedsiębiorcom wściekłym na polityków – dla nich obietnic jest zawsze najmniej, a to oni trzymają gospodarkę. Po tej kampanii politycy wielu wyborców stracili - tych zniechęconych.

Nie zdziwi mnie wysoki wynik Nowej Prawicy, tak jak nie zdziwi mnie najniższa w historii frekwencja. I nie jest mi przykro, że pierwszy raz nie mogę zagłosować w weekend. Przykro mi, że pierwszy raz te wybory są mi kompletnie obojętne.

Tomasz Jaroszek, autor bloga Doradca.tv
Obserwuj na Twitterze
Bądź na bieżąco z tekstami na Doradca.tv
Trwa ładowanie komentarzy...